wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 12

(Harry)

Położyłem ją lekko na kanapie, dalej całując. Nasze ubrania znikały bardzo szybko. Po chwili zostaliśmy w samej bieliźnie. Dalsze rozbieranie, przerwał nam dzwonek do drzwi. Jęknąłem w niezadowoleniu. Caroline burknęła pod nosem ciche "kurwa" i wstała zgarniając po drodze z podłogi moją koszulkę. To było dziwne, ale nie miałem nic przeciwko. Carls otworzyła, niestety nie mogłem usłyszec kto nam przerwał, ponieważ wyszła za drzwi.
(Caroline)
Boże, co ja wyprawiam. Prawie się nie znamy, a już lądujemy w łóżku. Trochę jak dziwka.
Nie myśl teraz o tym, skup się na tym co się teraz dzieje. Jak on wspaniale całuje. Zostaliśmy w samej bieliźnie, już miałam pozbyc się swojego stanika, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry jęknął w niezadowoleniu, ja wstałam i wymamrotałam ciche "kurwa",po drodze wzięłam  z podłogi koszulkę Harrego i ją założyłam. Otworzyłam drzwi i jak tylko zobaczyłam osobę stojącą przede mną, wyszłam szybko zamykając za sobą.
- C-co ty tu robisz? - wymamrotałam.
- Przyszedłem cię przeprosic, ale chyba nie w porę.
- Jest okej, właśnie kładłam się spac. - skłamałam.
- Czyja to koszulka?-rzucił oskarżycielsko.
- Moja. Justin, właśnie kładłam się spac, po prostu w takiej mi wygodniej.
- Nie kłam. Czyja. to. koszulka.? - oddzielił każde słowo w złości.
- Nie kłamię, jest moja.- spuściłam szybko wzrok. Kurwa.
- Och doprawdy? Więc może wpuścisz mnie do środka i porozmawiamy o dzisiejszym dniu?-  zapytał z przekąsem.
- Ja...ja... ja już jestem zmęczona, na prawdę, ten dzień był męczący, chcę się położyc.
- Więc może mógłbym położyc się z tobą, na prawdę nie chce mi się wracac do hotelu, jak mogę zostac z tobą.
- W-w-właściwie to nie możesz, bo mamy dzisiaj z Tay babski wieczór i..i...i..i...
- Ja pierdole!-wydarł się na mnie.- Po chuj mnie kłamiesz?! Powiedz wprost z kim się puszczasz! Powiedz, że przyleciałem tu na marne.- ostatnie zdanie wyszeptał. Oczy mu się zaszkliły. Odwrócił się z zamiarem odejścia, ale złapałam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam, t-t-to tak jakoś wyszło, do niczego nie doszło, j-ja po prostu, nie wiem co się ze mną stało. Przepraszam.- Przytuliłam się do niego mocno i łzy same pociekły mi po polikach.
- Nic się nie stało, kochanie, nie płacz. Ja po prostu poniosło mnie, nie okłamuj mnie więcej. Na pewno do niczego nie doszło?
- Nie doszło.- powiedziałam zgodnie z prawdą, patrząc prosto w jego śliczne, brązowe tęczówki. Uśmiechnął się lekko, po czym nachylił się i dał mi całusa w czoło.
- Przyjdę do ciebie jutro rano, porozmawiamy.- Pokiwałam głową na tak. Uśmiechnął się i odszedł. Wytarłam częściowo zaschnięte łzy i odwróciłam się w stronę drzwi otwierając je. Wchodząc do salonu zauważyłam Harrego siedzącego na kanapie bez koszulki.
- To ja już może pójdę.- wymamrotał wstając. Ściągnęłam jego koszulkę i mu ją podałam bez słowa. Założył ją sprawnie.- To do kiedyś tam, narazie.
-Pa.-wyszeptałam. I wyszedł, zostałam sama.
Ubrałam się w czyste ciuchy i poszłam do kuchni w celu zaparzenia sobie jakiejś herbaty. Siedziałam z kubkiem gorącego napoju na blacie kuchennym i myślałam. Co ja myślałam, że co ,że prześpię się z Harrym i będzie tak jakby się nic nie stało? Głupia jestem i tyle. A Justin przyleciał tu do mnie, po mnie. Ale czy on mnie kocha? Czy ja kocham jego? Nie wiem. Mam kompletną pustkę w głowie jak o tym pomyśle. Dzwonek do drzwi. Znowu. Zeskoczyłam z blatu i poszłam otworzyc. Przede mną stał zdyszany Harry, nie dopuszczając mnie do słowa, mocno mnie pocałował.
- Nie wiem co ty ze mną robisz, ale nie rób tego więcej...- wyszeptał, patrząc się prosto w moje oczy i odszedł.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Jestem tego świadoma, ze rozdział jest do dupy. Ale na prawde się starałam, pisałam go ponad 3 godziny dzisiaj.
PS. proszę o chociaż jedno słowo na dole :3
PS2. Zapraszam na nowego bloga < littlefun-fanfiction.blogspot.com > prolog już dodany. Jutro pojawi się pierwszy rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz