niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 13 cz.2

Odwróciłam się i zobaczyłam Josha. Jak na swój kiepski stan, szybko zabrałam rękę i przybrałam obojętny wyraz twarzy.
- Co tu robisz?-wychrypałam. Już miał odpowiedzieć, ale nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Słyszałam pukanie, jakby do drzwi. Obudziłam się zdyszana. To było przerażające. Myślała bym o tym dalej, ale ktoś pukal w dalszym ciągu do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam zamiast Justina, którego powinnam tu widzieć, Josha. Co do cholery?!
-Czego tu chcesz? - zapytałam oschle. Tak ten sen musiał być jakimś znakiem. Tylko jakim?  Złym? Dobrym?
-Możemy pogadać? Słyszałem, że umawiasz się już znowu z Bieber'em, prawda?
-Po pierwsze to nie twoja sprawa z kim się umawiam i po co, a po drugie albo mówisz mi po chuj tu przylazles albo wypierdalasz, to jak?
-Po prostu tak chciałem pogadać.
-A tak serio to po co?
-Pogadaj z Kate, a wszystkiego się dowiesz. Narazie.
-Spierdalaj.
I tym akcentem zakończyłam to krótkie, pojebane spotkanie. Przetarłam twarz dłońmi i zsunelam się po drzwiach. Co ten sen miał znaczyć? To jakiś znak? Juz się w tym pogubiłam. Co ma z tym wspólnego Justin. Po za tym, w tym śnie było, że wcześniej byliśmy razem, co było prawdą, ale nigdy, przenigdy nie podniósł na mnie ręki. To wszystko jest pojebane. Mam dosyć.
Wstałam i podeszłam do okna, dzień zapowiada się piękny, co jest wyjątkowe, patrząc na standardową pogodę w Londynie. Wstawiłam wodę na gaz i zasypałam kubek dwiema łyżeczkami kawy. Zanim woda się zagotowała zdążyłam przemyć twarz, związać włosy i ubrać się. Zalałam kubek gorącą wodą i upiłam  maleńkiego łyczka, mimo to i tak poparzyłam sobie język. Zaczęłam ponownie rozmyślać o moim dziwnym śnie, co miała wspólnego z nim poranna wizyta Josha i co ma do tego Justin i Kate? Miałam mały mętlik w głowie. Kolejne pukanie do drzwi, matko boska, kto tym razem. Trochę zła otworzyłam drzwi. Stanął w nich....
--------------------------------------------------------------------
Hej, przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Nie mam żadnego wytłumaczenia, a kiedy będę zmyślać.
No więc jak podoba wam się rozdział i jak myślicie kto to będzie?
Justin?
Josh?
Kate?
A może Harry?
Proszę podzielcie się ze mną swoją opinią i uwagami.
Kocham.! ❤😊💋

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 13 cz. 1

(Caroline)
*Rano*
Byłam tak bardzo rozbita. Z jednej strony Justin, z drugiej Harry. Na obydwóch mi w jakiś sposób mi zależało, jeszcze nie wiem w jaki, ale się dowiem. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobic. Na nic nie miałam ochoty, chciałabym przeleżec w łóżku cały, pieprzony dzień, ale nie ktoś musiał mi przerwac moje marzenia. W sumie nie ktoś bo wiedziałam, że to Justin, miał przyjsc to przyszedł. Wyczołgałam się spod cieplutkiej kołderki i skierowałam się do drzwi. Byłam w samej bieliźnie, ale miałam to gdzieś, on i tak długo tu nie zabawi, bo aktualnie nie mam ochoty na nic, tym bardziej na rozmowę z nim. Otworzyłam drzwi, poszedł chcąc mnie przytulic, ale ja zrobiłam krok w tył. Był zdziwiony i to bardzo, ale cóż nie chce udawac, że wszystko jest okej, bo tak nie jest.
- Mogę wejśc?
- Właściwie to nie.- odparłam sucho, nie patrząc mu w oczy.
- Jak to nie?!- odparł, zaczynając się denerwowac. Nie za dobrze.
- J-ja ..
- Co ty do chuja?!- wkurwił się.
- N-nie m-moge.. - zaczęłam się jąkac. Justin bez słowa zrobił krok w moją stronę, jego oczy były czarne. Już nie raz widziałam go w takim stanie, nie kończyło się to wtedy dla mnie za dobrze. Chciało mi się płakac, ale starałam się nie pokazac jak bardzo mnie przeraża. Był tak bardzo zły. Uniósł swoją lewą rękę na wysokośc mojego policzka, odruchowo zamknęłam oczy przygotowując się na ból, który miał nadejśc. Jednak nic takiego się nie stało, on po prostu przejechał swoimi smukłymi palcami po moim policzku. Otworzyłam oczy, a on niespodziewanie wymierzył mi pierwszy cios w twarz z otwartej ręki. Pierwsze łzy zaczęły spływac po mojej twarzy, a za nimi następne i następne. Niestety na jednym uderzeniu się nie skończyło. Justin popchnął mnie, przez co upadłam, łzy dalej spływały po mojej obolałej twarzy.
 -Ty pieprzona kłamliwa suko!-kolejne uderzenie, tym razem w brzuch. Przez chwilę nie mogłam złapac powietrza. Jednak on się tym nie przejął, wymierzał kolejne ciosy w twarz, brzuch, klatkę piersiową. Płakałam i prosiłam go żeby przestał, ból był nie do zniesienia. Nie miałam siły się bronic, byłam taka słaba. Zaczęło mi się robic ciemno przed oczami. Justin dalej okładał mnie pięściami, krzycząc teraz nie zrozumiałe dla mnie słowa. Jego głos był coraz dalej, prawie nie czułam jego uderzeń. Powieki zaczęły mi opadac i nagle ciemnośc.
Obudziłam się i słyszałam pikanie jakiejś maszyny, jestem w szpitalu, co się stało? A no tak Justin. Niekontrolowane łzy spłynęły po mojej twarzy. Wszystko mnie bolało, szczególnie głowa i brzuch. Ktoś trzymał moją rękę w pierwszej chwili bałam się tam spojrzec,
bo od razu przyszło mi na myśl, że to Justin, a naprawdę nie chce go teraz oglądac. Odwróciłam głowę i zobaczyłam kogoś kogo najmniej się tutaj spodziewałam. Już prędzej myślałam, że może to Harry, ale się myliłam.........


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak o to i jest rozdział 13 cz.1 Jak myślicie kto przywiózł Caroline do szpitala i kto z nią siedzi? Spodziewaliście się takiego obrotu spraw? Jak myślicie czemu Justin tak zareagował?
Wyrażajcie swoją opinie w komentarzach. Druga częsc tego rozdziału jest już napisana, dodam ją jak będą chociaż 3 komentarze .  




wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 12

(Harry)

Położyłem ją lekko na kanapie, dalej całując. Nasze ubrania znikały bardzo szybko. Po chwili zostaliśmy w samej bieliźnie. Dalsze rozbieranie, przerwał nam dzwonek do drzwi. Jęknąłem w niezadowoleniu. Caroline burknęła pod nosem ciche "kurwa" i wstała zgarniając po drodze z podłogi moją koszulkę. To było dziwne, ale nie miałem nic przeciwko. Carls otworzyła, niestety nie mogłem usłyszec kto nam przerwał, ponieważ wyszła za drzwi.
(Caroline)
Boże, co ja wyprawiam. Prawie się nie znamy, a już lądujemy w łóżku. Trochę jak dziwka.
Nie myśl teraz o tym, skup się na tym co się teraz dzieje. Jak on wspaniale całuje. Zostaliśmy w samej bieliźnie, już miałam pozbyc się swojego stanika, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry jęknął w niezadowoleniu, ja wstałam i wymamrotałam ciche "kurwa",po drodze wzięłam  z podłogi koszulkę Harrego i ją założyłam. Otworzyłam drzwi i jak tylko zobaczyłam osobę stojącą przede mną, wyszłam szybko zamykając za sobą.
- C-co ty tu robisz? - wymamrotałam.
- Przyszedłem cię przeprosic, ale chyba nie w porę.
- Jest okej, właśnie kładłam się spac. - skłamałam.
- Czyja to koszulka?-rzucił oskarżycielsko.
- Moja. Justin, właśnie kładłam się spac, po prostu w takiej mi wygodniej.
- Nie kłam. Czyja. to. koszulka.? - oddzielił każde słowo w złości.
- Nie kłamię, jest moja.- spuściłam szybko wzrok. Kurwa.
- Och doprawdy? Więc może wpuścisz mnie do środka i porozmawiamy o dzisiejszym dniu?-  zapytał z przekąsem.
- Ja...ja... ja już jestem zmęczona, na prawdę, ten dzień był męczący, chcę się położyc.
- Więc może mógłbym położyc się z tobą, na prawdę nie chce mi się wracac do hotelu, jak mogę zostac z tobą.
- W-w-właściwie to nie możesz, bo mamy dzisiaj z Tay babski wieczór i..i...i..i...
- Ja pierdole!-wydarł się na mnie.- Po chuj mnie kłamiesz?! Powiedz wprost z kim się puszczasz! Powiedz, że przyleciałem tu na marne.- ostatnie zdanie wyszeptał. Oczy mu się zaszkliły. Odwrócił się z zamiarem odejścia, ale złapałam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam, t-t-to tak jakoś wyszło, do niczego nie doszło, j-ja po prostu, nie wiem co się ze mną stało. Przepraszam.- Przytuliłam się do niego mocno i łzy same pociekły mi po polikach.
- Nic się nie stało, kochanie, nie płacz. Ja po prostu poniosło mnie, nie okłamuj mnie więcej. Na pewno do niczego nie doszło?
- Nie doszło.- powiedziałam zgodnie z prawdą, patrząc prosto w jego śliczne, brązowe tęczówki. Uśmiechnął się lekko, po czym nachylił się i dał mi całusa w czoło.
- Przyjdę do ciebie jutro rano, porozmawiamy.- Pokiwałam głową na tak. Uśmiechnął się i odszedł. Wytarłam częściowo zaschnięte łzy i odwróciłam się w stronę drzwi otwierając je. Wchodząc do salonu zauważyłam Harrego siedzącego na kanapie bez koszulki.
- To ja już może pójdę.- wymamrotał wstając. Ściągnęłam jego koszulkę i mu ją podałam bez słowa. Założył ją sprawnie.- To do kiedyś tam, narazie.
-Pa.-wyszeptałam. I wyszedł, zostałam sama.
Ubrałam się w czyste ciuchy i poszłam do kuchni w celu zaparzenia sobie jakiejś herbaty. Siedziałam z kubkiem gorącego napoju na blacie kuchennym i myślałam. Co ja myślałam, że co ,że prześpię się z Harrym i będzie tak jakby się nic nie stało? Głupia jestem i tyle. A Justin przyleciał tu do mnie, po mnie. Ale czy on mnie kocha? Czy ja kocham jego? Nie wiem. Mam kompletną pustkę w głowie jak o tym pomyśle. Dzwonek do drzwi. Znowu. Zeskoczyłam z blatu i poszłam otworzyc. Przede mną stał zdyszany Harry, nie dopuszczając mnie do słowa, mocno mnie pocałował.
- Nie wiem co ty ze mną robisz, ale nie rób tego więcej...- wyszeptał, patrząc się prosto w moje oczy i odszedł.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Jestem tego świadoma, ze rozdział jest do dupy. Ale na prawde się starałam, pisałam go ponad 3 godziny dzisiaj.
PS. proszę o chociaż jedno słowo na dole :3
PS2. Zapraszam na nowego bloga < littlefun-fanfiction.blogspot.com > prolog już dodany. Jutro pojawi się pierwszy rozdział.
Hej witajcie, wiem ze dlugo mnie tu nie bylo, nie mam pomyslu na dalsza czesc tego bloga. Jednak założyłam nowego bloga. Pomysl na niego chodzil mi juz od jakiegos czasu po glowie. Mam nadzieje ze wam sie spodoba. Prolog juz dodany. http://littlefun-fanfiction.blogspot.com/
PS z tym opowiadaniem bede sie jeszcze starala cos zrobic, jednak jesli mi sie nie uda blog ten zostanie usunięty:(

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 11

(Caroline)


Wracając do domu myślałam o tym wszystkim. O mnie i o Harrym, i o Justinie, pojawił się tak nagle zakłócając moje życie. Czy ja coś do niego czuje? Niee...chyba nie. Kiedyś go kochałam, ale teraz to już na pewno nie jest to samo. Zranił mnie tym co powiedział. Nie mogę byc z osobą, która może mnie nieświadomie zranic. Nie mogę byc z osobą, która nie wie czym mnie uraziła. Nie mogę z nim znowu byc. A co z Harrym?-pyta moja podświadomosc. A Harry... hmm Harry jest miły, zawsze znajduję się przy mnie, gdy kogoś potrzebuje, jest przystojny, opiekuńczy, szarmancki. W sumie kto wie, może coś z tego będzie.
Przerwałam moje przemyślenia, ponieważ znajdowałam się już pod moim domem. Weszłam i zdjęłam kurtkę. O dziwo nikogo tu nie było, w kuchni na stole leżała kartka.
Tak, na pewno mnie kochasz, mhm. Tylko nie płacz. Usp, już za późno, słone łzy zaczęły spływac po moich polikach, jeszcze bardziej rozmazując mój i tak już do niczego makijaż. Osunęłam się przy ścianie. Ona mnie kocha.... tak zawsze mnie kochała. Czujesz ten sarkazm. Nigdy jej przy mnie nie było, gdy jej potrzebowałam, zawsze tylko praca i praca, raz usłyszałam, że wolałaby żeby mnie nie było. Tak, moja własna matka mnie nie chciała, ale ja się na świat nie prosiłam. Mogła byc bardziej uważna, a nie niszczyc dziecko. Jak mnie nie chciała mogła mnie oddac i miałabym może kochającą rodzinę. Carla ogarnij się w końcu, masz już swoje życie, te wszystkie dni minęły. Podeszłam do lustra na przedpokoju i wytarłam moje mokre policzki. Postanowiłam, że coś zjem, weszłam do kuchni i spojrzałam za okno,  padało. Postanowiłam, że zrobię sobie jakieś kanapki. Jak otworzyłam lodówkę usłyszałam dzwonek do drzwi, boże kogo tu niesie. Gdy podeszłam do drzwi, przejrzałam się jeszcze w lustrze,wyglądam okropnie, ale co z tego. Otworzyłam drzwi i przede mną ukazał się Harry.
- Hej- szepnęłam.
- Hej... co się stało?- odpowiedział szepcząc, tak jakby powiedział to głośniej, rozbiłoby rzeczywistosc.
- Nic się nie stało, czemu tak twierdzisz?-spytałam spuszczając wzrok na moje stopy.
- Przecież widzę.- powiedział i złapał moją twarz w swoje ręce kierując mój wzrok na niego. Staiśmy tak blisko siebie, patrząc sobie w oczy. Nagle zaczęliśmy się do siebie przybliżac, aż złączyliśmy swoje usta w pocałunku.  Harry automatycznie go pogłębił. Zamknął nogą drzwi i oderwaliśmy się od siebie żeby zaczerpnąc powietrza. Po chwili przybliżył się z powrotem i szepnął wprost w moje usta.
-Skacz..
Jak powiedział tak zrobiłam, podskoczyłam lekko, a on złapał mnie za pupę przytrzymując na wysokości swojej twarzy, nie dając mi szansy na powiedzenie czegoś wpił się w moje usta, automatycznie rozchyliłam lekko usta, a jego język wtargnął w moje buzię. Nie przerywając pocałunku zaczął kierowac się w stronę salonu, położył mnie lekko na kanapie.






Ej ludzie co jest z tymi komentarzami mam ponad 20 wyświetleń po rozdziałem, a komentarzy brak. Poważnie zastanawiam sie nad usunięciem bloga. Nie mam motywacji do dalszego pisania.









sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 10

(Caroline)


Widziałam Harrego, ale on mnie chyba nie zauważył, w sumie to i może lepiej. Ale ja nie powinnam tak się tym przejmowac przecież nie jesteśmy razem, ani nic, jesteśmy chyba przyjaciółmi? Chyba mogę tak powiedziec. Siedzieliśmy z Jussem pogrążeni w rozmowie, po dłuższym czasie skończyły nam się tematy. Więc siedzieliśmy w ciszy i wpatrywaliśmy się sobie w oczy, mogłabym utonąc w jego brązowych oczach,
są one niemal tak bardzo hipnotyzujące jak cudowne, zielone tęczówki Harrego. Ugh, dlaczego ja ich porównuję nie powinnam. Moje wszelkie przemyślenia przerwał Justin, muskając lekko moje usta. Pogłębiłam pocałunek, ale Bieber szybko go przerwał. Oderwał się ode mnie z uśmiechem na ustach. Przez chwilę znów panowała cisza między nami, aż zadał mi pytane.
- Co tam u....-zrobił mała pauze-.... Josha?
- Zerwał ze mną. Tak po prostu.-zbierało mi się trochę na płacz, bo on mnie perfidnie wykorzystał, pieprzony dupek.
-No to bardzo się cieszę.- uśmiechnął się i chciał mnie objąc, ale widząc móją zszokowaną minę nie zrobił tego.
-No co?-zapytał zdziwiony i trochę zirytowany.
- Gówno. Pieprz się, Bieber.- i tak po prostu wstałam,i wyszłam. Jak on mógł tak powiedziec, przecież wiedział, że ja go kochałam. Smutna zaczęłam się kierowac w stronę mojego domu. Szłam ze spuszczoną głową, ponieważ kilka...naście łez spłynęło po mojej twarzy, a w takim stanie nie mogą mnie zobaczyc paparazzi, aż na kogoś wpadłam.
- Przepraszam.- powiedziałam cicho, nie podnosząc głowy, chciałam isc dalej, ale ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie w uścisku.
- Carls słońce, co się stało?-to Harry, wtuliłam się w niego.

(Harry)

Nie mówiła nic tylko stała tak przytulona do mnie i płakała w moją bluzę.
-Skarbie co się stoało?- powtórzyłem pytanie.
-No, b-bo o-on...- nie dałem jej skończyc. Zajebie go jak go znajdę, jak on mógł ją skrzywdzic.
-Wiedziałem, że to przez niego.
-On nie zrobił prawie nic złego, po prostu powiedział coś co mnie uraziło i to trochę bardzo.
Już miałem coś powiedziec, ale coś błysnęło. Paparazzi. Kurwa nie mogą nas tak zobaczyc, znowu wyjdzie z tego jakaś plotka.
-Carls, chodźmy stąd, może do mnie albo do ciebie.
-To może do ciebie, u mnie dalej jest moja matka.
Zaczęliśmy kierowac się w stronę mojego domu. Szepnąłem jej tylko "paparazzi", a ona pokiwała głową na znak, że wiedziała. Do mojego domu zaszliśmy w miarę szbko, ale cały czas miałem takie wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Chuj z tym i tak już nam zrobili zdj w dwuznacznej sytuacji. Staliśmy chwilę pod drzwiami, bo nie mogłem znaleźc kluczy, szukałem i szukałem, i ich nie znalazłem. Spojrzałem pod doniczkę, nie było tam mojego zapasowego klucza, więc chwyciłem za klamkę, otwarte. Zdążyliśmy tylko wejśc, a już z salonu wylecieli po kolei, najpierw Louis, Liam, Niall i na końcu Zayn. Zupełnie nie zwrócili uwagi na stojącą obok Caroline. Cała trójka rzuciła się na mnie, Zayn coś grzebał w telefonie. Szybko ich od siebie odepchnąłem i spojrzałem na śmiejącą się Caroline.
- Chłopacy może pamiętacie naszą modelkę Caroline?- wskazałem  na nią i wszyscy spalili buraka, tylko Zayn zaczął się śmiac.
- Czesc, miło znowu widziec- powiedział jako do tej pory jedyny Zayn.
- Tak mi też- uśmiechnęła się Carla, nawet w rozmazanym makijażu wygląda pięknie.Po chwili reszta też się przywitała.
-Harry ja już może pójdę, wiesz nie chce przeszkadzac.
- Chłopacy możecie zostawic nas na chwilę samych.- z oporem, ale przytaknęli i poszli do kuchni.
- No co ty, Carla nie przeszkadzasz, możesz zostac.
-Nie ja już pójdę.
-Może cię odwieźc?
-Nie, przejdę się to przecież nie daleko.
- Uważaj na siebie.
-Będę.- przytuliła się do mnie i szepnęła 'dziekuje', pocałowała mnie w policzek po czym szybko wyszła. Ja stałem tam oniemiały.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 9

(Caroline)

Pocałował mnie tak po prostu. Powiedział, że za tym tęsknił, co oznacza,że tęsknił też za mną. Przerywając moje rozmyślenia, tym razem to ja wpiłam się w jego miękkie wargi. Odwzajemnił pocałunek, a nawet go pogłębił stał się bardziej namiętny. Niestety musiałam to przerwac, bo wiedziałam jak to się skończy.
- Tak bardzo za tobą tęskniłam.- powiedziałam wtulając się w niego.
- Ja za tobą też mała.- przycisnął mnie mocniej do siebie.Staliśmy tak przez dłuższą chwilę w ciszy, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, cieszyliśmy się swoją bliskością.Mogłabym tak stac wtulona w niego wiecznosc, ale jednak po coś chciał się spotkac. Oderwałam się od niego i zapytałam
- Co cię do mnie sprowadza?- spytałam bezpośrednio.
- Tęskniłem strasznie za tobą, musiałem cię zobaczyc, przytulic, pocałowac.
- Co tam u Seleny?- spytałam, pomijając jego wypowiedz. Przeszliśmy do salonu i usiedliśmy.
- Rozstaliśmy się.
- Ale dlaczego? Przecież byliście idealną parą.- Oczywiście po za nami- dodała moja podświadomośc.
- W sumie to nie wiem, pokłóciliśmy się strasznie i od tamtej pory się do siebie nie odzywamy.- westchnął.-Może to i dobrze, przestało mi na niej zależec.- Mówił mi to wszystko, a ja wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Nic nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie, w ciszy, komfortowej ciszy.Nagle Juss przerwał ją
- Może gdzieś pójdziemy, na kawę albo coś zjeśc albo po prostu się przejsc?- zapytał.
- Możemy pójśc, jest mi to obojętne gdzie pójdziemy.- uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Ubrałam buty i wyszliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Ustaliliśmy, że wybierzemy się na lody. Kafejka znajdowała się kilka przecznic od mojego domu, więc już po chwili byliśmy na miejscu. Usiedliśmy przy oknie, po czym podeszła do nas młoda kelnerka i przyjęła zamówienie, i odeszła. Pogrążyliśmy się w rozmowie, o tym co się zmieniło przez te lata. Spojrzałam przez szybę, zobaczyłam tam Harrego. Szedł chyba z Louisem, nie jestem pewna.

(Harry)

Obudził mnie dźwięk telefonu. Nie patrząc kto dzwoni, odebrałem. Caroline dzwoni, ale brzmi tak dziwni jakby coś ją gnębiło. Musi odwołac nasze dzisiejsze spotkanie. Trochę mi smutno z tego powodu, ale przyjechał jej stary znajomy i chciałaby spędzic z nim trochę czasu, doskonale ją rozumiem pewnie też bym odwołał jakieś spotkanie, gdyby Gemma albo moja mama albo ktokolwiek. Ale cóż koniec końców umówiliśmy się jutro na kolacje. Nie wiem co, ale coś mnie do niej przyciąga mimo to, że znamy się bardzo krótko, prawie wcale. Czas to zmienic. Dobra Styles ogarnij się. Wstałem z łóżka, odprawiłem poranna toaletę, wypiłem kawę, zadzwoniłem do Louis'a czy nie wybrałby się ze mną na miasto. Oczywiście jak to Lou zgodził się. Po niecałej godz był już u mnie i ruszyliśmy na podbój miasta. Ustaliliśmy, że pójdziemy do naszej ulubionej kawiarni. Po drodze zatrzymało nas baaaaaaaardzo duuuuuuzo fanek, proszących o zdj albo autograf. Wiekszośc spławiliśmy mówiąc, że nam się śpieszy. Weszliśmy do kawiarni, podeszła do nas młoda kelnerka:
-C-co po-podac?-wyjąkała. Widac, że fanka.
-Dwa razy Latte, proszę.- powiedział szybko Lou, nie dopuszczając mnie do głosu.
-To w-wszystko?-już miałem się odezwac, ale znowu Louis zrobił to za mnie.
-Tak, tak wszystko, dziękujemy.
O nie kolego tak to nie będzie już miałem mu coś powiedziec, ale coś przykuło moją uwage. Ktoś, a nie coś, a mianowicie Bieber. Nie wspominał, że jest w Londynie. Jeszcze bardziej zaintrygowała mni osoba z nim siedząca, Caroline we własnej osobie. To dla niego mnie olała.
-Ej, Loui patrz kto tam siedzi.-powiedziałem mu wskazując głową na stolik Bieber'a, który teraz przysunął się do Carli.
-Bieber nic nie wspominał, że nas odwiedzi w Londynie.- Ja pierdole, on i ta jego spostrzegawczośc.
-On tu nie przyleciał do nas,idioto, tylko do niej.
-Kogo?-Nosz kurwa mac czy on jest poważny?!
- A kto z nim siedzi, debilu, no kto? No Caroline Delevingne.Do niej tu przyleciał.- powiedziałem już wkurwiony.
-Harry weź ty kup sobie jakieś ziółka na uspokojenie....-zrobił chwile przerwy jakby coś sobie uświadomił, po czym przemówił- Ona ci się podoba, przyznaj to.- powiedział z rosnącym uśmiechem na twarzy.
-No może i co z tego?- gdy to wypowiedziałem, kątem oka spojrzałem na nią, uśmiechała się patrząc mu w oczy, nagle on ją pocałował. To już było dla mnie trochę za wiele. Odechciało mi się wszystkiego. Nie zwracając uwagi na to co mówi Lou, wstałem i wyszedłem. Nie wiem gdzie się kierowałem, po prostu szedłem przed siebie ze spuszczoną głową. Nie wiem czemu się tak zachowałem. Może po prostu się zakochałeś- podpowiada mi moja poświadomośc. Czy ja się na prawdę zakochałem? W dziewczynie, której prawie nie znam. Czy ona też coś do mnie czuje? Pewnie nie, ma przecież Bieber'a. Może powinienem odwołac tą jutrzejszą kolacje, zanim zacznie mi na niej na poważnie zależec? Nie wiem co mam robic. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, dużo rzeczy nie wiem.