piątek, 28 marca 2014

Rozdział 8

(Caroline)

- Tak, słucham?
- Czesc Carla, co tak oficjalnie?-powiedział ktoś z nutą rozbawienia w głosie.
- Kto mówi?
- Nie poznajesz to ja Justin.
- O mój Boże Juss, tyle czasu minęło. Coś się stało, że dzwonisz?
- Czemu miałoby się od razu coś stac, dzwonię bo jestem akurat w Londynie i chciałbym się spotkac z moją piękną koleżanką.- Zaśmiałam się głośno na te słowa.
- Dobra, dobra już nie czaruj. Kiedy?Gdzie?O której?
- Jutro o 15 będę u ciebie, pasuje?
- Pasuje.
- No to się cieszę, to do jutra mała.
- Do jutra i wcale nie jestem mała.- Zaśmiał się.
- No dobra to do zobaczenia DUŻA.- powiedział podkreślając to słowo.
- Paaaaa.
Dobra czas najwyższy iśc się w końcu wykąpac. Po kąpieli, czysta i pachnąca, ale i masakrycznie zmęczona, opadłam na łóżko i zasnęłam.
****Następnego dnia****
Znowu obudziło mnie walenie do drzwi. Ja pierdole, kto to może byc, matka ma klucze, a po za tym jest już jasno i wątpię żeby wróciła o tej godzinie dopiero do domu. Przechodząc przez salon krzyknęłam: CHWILA!. W samych majtkach i koszulce otworzyłam drzwi.
- Mamo?
- Cicho głowa mi pęka.
- Gdzie byłaś całą noc, martwiłam się!
- Byłam odwiedzic Caroline, ponieważ przyszedł twój chłopak i nie chciałam wam przeszkadzac.-wypowiadając to uśmiechnęła się i poruszyła jednoznacznie brwiami.- A wracając do tematu, czemu nie powiedziałaś mi że nie jesteś już z Joshem?
-Czekaj, czekaj, czekaj..yyy...  po pierwsze nie jestem z Harrym, po drugie nie miałam nawet okazji ci powiedziec. A po trzecie o 15 przychodzi Justin i jakbyś mogła wyjśc tak pozwiedzac na 2 albo 3 godz. To naprawdę dla mnie ważne, proszęęęęę.- Właśnie Harry, dzisiaj miałam się z nim spotkac, muszę jak najszybciej do niego zadzwonic.
- Co ja z tobą mam, ale cóż zgadzam się, przed 15 uciekam.
- Dziękuje mamo.
- Nie ma za co, a po za tym zwiedzanie mi się przyda, dawno nie byłam w Londynie.To może idź się kochanie ogarnij, a ja zrobię ci śniadanie bo już 14;30, a na pewno jeszcze nic nie jadłaś, znając ciebie pewnie nie dawno wstałaś.- Nic już nie odpowiedziałam, tylko jak najszybciej poszłam do swojej sypialni i wzięłam telefon i wybrałam nr Harrego.
-Halo?- powiedział ospałym, zachrypniętym głosem.
- Heeej Harry, tu Caroline.
- Hej, coś się stało, brzmisz tak jakoś dziwnie.- Kurwa. Ma mnie, jak się stresuje to od razu można poznac to po moim głosie.
-Nieeee, no w sumie to tak, bo...- westchnęłam.- chodzi o to nasze dzisiejsze spotkanie, ja-ja nie mogę, wypadło mi coś strasznie ważnego i ja..- przerwał mi.
- Nic się nie stało, możemy zawsze umówic się kiedy indziej.-powiedział jakby przygaszony?Nieeeeee, wydawało mi się.
- Na prawdę przepraszam, ale w Londynie jest mój stary , dobry znajomy i dawno się nie widzieliśmy. Przepraszam Harry, mam nadzieję, że się nie gniewasz?
-Oczywiście,że nie. Na ciebie bym nie mógł... skarbie.-powiedział i się zaśmiał.
- Ooooo dziękuję,że mi przypomniałeś, jak cię tylko spotkam to zabije, zabije na miejscu.
-Oj, skarbie nie gniewaj się, a po za tym nie zrobiłabyś tego światu, wiesz ile milionów osób by cierpiało?
- Nie, ale z chęcią się dowiem.Dobra ja muszę już kończyc. Papa.
- Spoko. To może jutro wyjdziemy na jakąś kolacje?
- W sumie czemu nie, to jutro o 19?
- Pasuje. To do jutra.
-Paaa.
Jak oparzona wskoczyłam do łazienki i odprawiłam poranną toaletę, potem szybko do garderoby i już byłam gotowa. Weszłam do kuchni, na stole leżał tylko talerz z kanapkami i sok pomarańczowy. Pewnie już wyszła- pomyślałam. Odechciało mi się jeśc, skierowałam się do salonu i położyłam się wygodnie na sofie, zaraz przyjdzie ON obiekt moich westchnień kiedy byłam młodsza, co prawda byliśmy parę miesięcy razem, ale ja musiałam wyjechac, później on był z Sel i tak to się jakoś ułożyło. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk pukania. Wstałam, skierowałam sie w stronę drzwi, po drodze sprawdzając w lustrze jak wyglądam, nie było najgorzej. Otworzyłam,a  on bez żadnego słowa , tak po prostu przyparł mnie do ściany i wpił się w moje usta. Jak najszybciej się otrząsnęłam z szoku i oddałam pocałunek z taką samą pasją. Gdy już brakowało nam tchu, odsunął się ode mnie, oblizał wargi i powiedział.
- Właśnie tego brakowało mi przez trzy pieprzone lata.................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz